Nowe.

Nowy dzień. Poranek, jak jeden z wielu, kiedy trzeba było po prostu wstać i robić swoje (dom, praca, dom,...). A jednak! Są poranki inne od pozostałych, poranki, od których wszystko się zaczyna. Pierwszy poranek w nowym domu, albo poranek po długiej podróży, kiedy w końcu można odpocząć lub...poranek po czymś, co się skończyło, co może było trudne, a może wspaniałe... Są różne poranki w naszym życiu. 

U mnie nastał poniedziałek. Wstałam wcześniej niż zwykle, dziwnie wypoczęta, choć minione dni, a nawet miesiące były wyczerpujące. Ciało zaczęło się buntować na to, co psychicznie i duchowo przygniatało od dawna. Dziś jednak pojawiła się nowa, jasna i pewna myśl. Pisz. 

Wyszłam do ogrodu. Świeży powiew orzeźwiająco wypełnił płuca, listki brzozy delikatnie wirowały na wietrze, a zapach Budlei Dawida nienachalną słodyczą wypełniał eter. Łyk zielonej herbaty przyjemnie rozgrzał wnętrze, które już zaczęło otwierać się na inne ciepło, na Nowe orzeźwienie. Ten powiew poranka przywołał w pamięci inny, ale znany powiew, a ciepło herbaty przypomniało o innym cieple, o Ogniu, który już kiedyś rozgrzewał i ożywiał to, co umarłe. To wszystko to nic i aż. Bo to, co najważniejsze już się zadziało, głęboko ukryte, więc jakby nie było, a jednak jest.

 

Pragnienie.

Pragnienie rozpoczęcia pisania nie wzięło się z impulsu, choć impulsywność mam w naturze. Impuls był pewnie potrzebny, ale od Kogoś, kto wierzę,  kieruje wszystkim. Potrzeba dzielenia się tym, co dobre i ważne była we mnie od zawsze. Myślę, że ta potrzeba jest wpisana w kod wszystkiego, co istnieje. Cały świat, wszystko, co na nim jest, daje się, daje z siebie, dzieli się, a więc także pomnaża. Niezwykła to matematyka. 

Ludzie też z reguły lubią dawać. Nie zawsze wiemy jak, nie zawsze nawet bez złej intencji dajemy dobro, ale jednak pragnienie, aby podzielić się czymś z kimś jest w nas, czasem uśpione, czasem podszyte różnymi, niezbyt szlachetnymi pobudkami, ale jest. Uczymy się tego od dziecka, jest to element dobrego wychowania itd. itp. 

A więc...piszę. Nie zaczyna się zdania od "A więc";-). A tam... 

Piszę. Od nie pamiętam pisanie szło mi bardzo gładko, jakby to było naturalne. Myśli z łatwością i lekkością przelewały się na papier, tworząc wielowątkowe, rozbudowane konstrukcje. Czasem stała za tym pokusa, aby schować się za pisaniem. W pisaniu jest też jakaś niezwykła cecha. To, co napisane jest już przetworzone, przetransponowane. W pisanym słowie ukryta jest już przefiltrowana myśl. Słowo napisane inaczej przechowuje i przekazuje ciężar myśli i ich ładunek emocjonalny. Słowa ubrać trzeba w konstrukcje, gramatykę fleksję etc. Łatwiej i szybciej jest "rzucić" słowem, zdaniem. Napisanie go wymaga choć chwili refleksji. Jednak..., no właśnie. Bywa, że czasem napisze się coś i trudno to potem odwołać. Tak, czy tak, słowo się napisało, wysłało, w emocjach, nie zdążyło się skasować i..., kto wie, ten wie, nie cofnie się. Za późno.

Pisanie jest jednak, uważam, formą bezpieczną. Nie wymaga kontaktu bezpośredniego, można schować się za kartką lub monitorem komputera, gdzie długopisem lub klawiaturą, jak dłutem próbuję ociosać myśli, które się piętrzą. Oddzielić ziarna sensu od plew chaosu. Jest w tym pewnie jakaś i ubogość i niebezpieczeństwo. Nie widać komunikatów pozawerbalnych, które przecież w przekazywaniu treści są często dużo bardziej istotne, aby komunikat trafił tak, jak powinien, choć oczywiście to również zależy od odbiorcy. Myślę, że słowo pisane ma niekwestionowaną zaletę- można z nim zostać na dłużej, wracać do niego. Przetwarzać i w miarę upływu czasu, i przeżytych doświadczeń wciąż wydobywać coś innego, coś nowego dla siebie.

Piszę. Bo chcę. bo lubię, bo czuję, że trzeba. Chcę dzielić się tym, co ważne, bliskie, co gotuje myśli, co wypełnia i wylewa się z nadmiaru. Ale dzisiejsze pisanie to już inna, nowa historia.

 

Benedykt.

Wczoraj, z okazji imienin, mama podarował mi Różaniec z medalikiem i krzyżem Św. Benedykta. Niby nic niezwykłego, Różaniec, Dziesiątka jak jedna z wielu, ale dzięki orędownictwu tego niezwykłego Świętego, którego Kościół czci od wieków- wyjątkowa. Dla mnie. Ofiarowana w trudnym momencie, przechodzenia przez czas ważnych wyborów, schodzenia w dolinę, aby uporać się z tym, co niech pozostanie nienapisane. Każdy ma takie chwile, a nawet czas, który wydaje się dłużyć. Są sprawy, które swoją złożonością ciągną się latami i sklepiają się z nami, jakby były częścią naszej natury. Na szczęście nie są. 

Św. Benedykt, Patron, którego potężnego wstawiennictwa wzywa się do walki z pokusami. Pochodził z włoskiego miasteczka Nursja, w regionie Umbria, w samym centrum Włoch. Miasteczko leży nie daleko zabytkowego Spoleto oraz Cascia, z którego pochodzi Św. Rita (Norcia: wycieczka prywatna po śladach św. Benedykta i duszy Umbrii – 2026 (zweryfikowane recenzje)

 Otóż, według Św. Grzegorza Wielkiego imię Benedykt oznacza nie tyle "błogosławiony" (z łac. benedictus), co "czuwający", jak zapowiedź obietnicy lub programu (Święty Benedykt z Nursji (480-ok. 543) W cytowanym Opisie życia i pośmiertnych zasług przebija również sprawa pojednawczej misji Św. Benedykta. Obrany patronem Europy przez papieża Piusa XII, stał się Benedykt wzorem budowania wspólnoty w oparciu o sprawiedliwy porządek społeczny( z Listu apostolskiego pap. Pawła XII). Ma to swoje oparcie w Regule, którą napisał Benedykt i wedle, której żyli i żyją po dzień dzisiejszy zakony, które powołał. Już w początkowych punktach czytamy, jak ważna była dla niego wzajemna i sprawiedliwa miłość między ludźmi: "Szanować wszystkich ludzi", "Nie czynić nikomu, co tobie nie miłe" (Św. Benedykt – inspiracje – Parafia pw. św. Brata Alberta w Rybniku – Kamieniu). Co mi też mocno zapadło w pamięć, to droga, jaką przebył Święty, aby zaprowadzać pokój w swoim otoczeniu. W pierwszej kolejności należy zatem pokonać w sobie trzy pokusy: autoafirmacji, zmysłowości, gniewu i zemsty. I z tym chyba zgodzi się każdy: nie mogę uporządkować skutecznie spraw, które są wokół mnie, jeśli tkwię w moralnym, duchowo-psychicznym bałaganie. Zaczynam więc od siebie. I odwrotnie: pragnienie ładu w otoczeniu, w rzeczach materialnych idzie niejako w parze z chęcią porządkowania spraw życiowych. 

Znakiem scalania i budowania społeczeństwa opartego na wartościach społecznych jest również góra Monte Cassino. To na niej Św. Benedykt założył swój klasztor. Monte Cassino góruje nad okolicą, jak latarnia morska wskazująca zagubionym w duchowym nieładzie właściwą drogę. A nam, Polakom znana jest ze zwycięskiej obrony, do której przyczynili się polscy żołnierze pod dowództwem generała Andersa (m.in. mój pradziadek walczył tamże). Mnie samej udało się być lata temu, na Monte Cassino. Droga wiodąca na szczyt jest niebezpiecznie kręta. Pamiętam, że wjeżdżając autokarem, wolałam czasem nie patrzeć, gdyż widok przepaści był przerażający. Na miejscu czekała na nas niezmącona cisza, krystalicznie czyste powietrze, atmosfera modlitwy i szacunku do spoczywających tam żołnierzy. Było niesamowicie. Jakby człowiek, który tu przybywa wchodził w przestrzeń sacrum, której niczym nie należy mącić. Tu śpią wiecznym snem polegli w obronie Ziemi włoskiej, ale także polskiej. Cześć i chwała Bohaterom!

To właśnie na Górze Cassino, Św. Benedykt napisał swoją Regułę. Słynne: "Ora et labora"- módl się i pracuj, jest związane z przewodnią myślą Świętego. Jak kierunek- zaczynać wszystko od powierzenia się Bogu, a dopiero potem robić swoje. Bardzo podoba mi się przebijające we wszystkim, co napisał i czym żył Benedykt, podejście związane z umiarem i równowagą. Jest to jakaś odpowiedź na to, z czym sama zmagam się ode zawsze. O tak! Robić wszystko bardziej, mocniej. Jak trenować to do ostatnich potów, jak pracować, to po godzinach. I tak, jedno szkolenie goniło drugie, jedna akcja wolontariatu, a potem od razu trzy jednocześnie. Nieraz kosztem zdrowia, odpoczynku, rodziny, własnego samopoczucia. 100 % albo nic. We wszystkich obszarach życia, od pracy po relacje. Ah, Św. Benedykcie, w samą porę! Kiedyś musiałam robić wszystko na tip top, perfekcyjnie. Bo jeśli sport, to przecież nie wolno zaniedbać domu, rodziny, pracy. I tak wszystko mnie goniło, a raczej ja sama siebie goniłam  w szalonym pędzie, bo jak coś zostawię, zaniedbam, to jakże to tak. I frustracja goniła frustrację, przełykaną idealną wizją siebie i swojego życia, którego przecież nie ma. Ten czas musiał się skończyć. I jest coś niesamowitego w tym, że zanim sięgnęłam do życiorysów Św. Benedykta, to pierwsza moja myśl w ten pamiętny poniedziałek była właśnie taka- chcę uporządkować to, co dzieje się w moim życiu. Ale także swój czas, przestrzeń, nauczyć się wybierać rzeczy ważniejsze od mniej ważnych, a nie chaotycznie robić kilka naraz. I tego uczy mnie Św. Benedykt. 

 

Autorka i Adresat.

Spotkanie.

Pragnienie pisania jest również pragnieniem spotkania z Tobą. Próbą wejścia w relację, co w naszych czasach staje się coraz bardziej sztuką wyższych lotów. Pisząc, będę dzieliła się przemyśleniami, ale zawsze w oparciu o coś. Docelowo, w zamyśle niech to będzie Liturgia z dnia, czy to myśl zaczerpnięta z Ewangelii, czytania, psalmu, a czasem z Patrona dnia. Jak widać profil jest zorientowany na wiarę katolicką, Pismo Święte i Tradycję Kościoła. I tu przemówi przeze mnie teolog. Ale nie chcę tylko tak. Marzę, aby tak, jak w kalejdoskopie, jak i we mnie, przewija się różnobarwna rzeka dziedzin, które mnie pociągają, zatrzymują i zostają tworząc mozaikę doświadczeń, tak w tym, co napiszę, nie będzie samej tylko teologii, kolejnej nowomowy kościółkowej. Pragnę dzielić się tym, co inspiruje mnie również w sporcie, ruchu, tańcu, muzyce, którą się otaczam, ale także w książkach, obrazach, które coś ważnego poruszają, a czym warto podzielić się z Tobą. Jest tyle wspaniałości w świecie, które mogą oddziaływać na nas, a poprzez to tworzyć nas, budować naszą codzienność i nasze wnętrze.

Mam nadzieję, że się spotkamy. Poczuj się zaproszony, zaproszona. Będzie tu przestrzeń na wymianę myśli, poglądów, konstruktywną krytykę, a nawet sprzeciw, byle w ramach szacunku. Jeśli Cię coś zainspiruje, zarezonuje z Tobą- podziel się tym, napisz. Jeśli się z czymś nie zgodzisz, albo stwierdzisz, że trzeba coś sprostować, skorygować, uzupełnić- napisz.  Jeśli treści tu zawarte nie będą z Tobą współgrać- proszę, masz prawo do swojej opinii. Zapraszam Cię do rozmowy na tyle, na ile to możliwe. Ja ze swej strony postaram się odpowiedzieć najszybciej, jak to możliwe.

Jeśli dotrwałaś, dotarłeś do końca- dziękuję Ci serdecznie za Twój czas i uwagę. To dla mnie cenne i ważne.

Pozdrawiam serdecznie i do następnego posta!

Słowem podszyta.